wtorek, 26 czerwca 2012

Barania Góra,czyli u źródeł królowej rzek Polski

Tym razem w gorący czerwcowy weekend za cel obrałem jeden z najbardziej obleganych szczytów Beskidu Śląskiego- Baranią Górę. Ale żeby nie było za łatwo i krótko wybrałem trasę prowadzącą czerwonym szlakiem z Węgierskiej Górki. Z tą turystyczną miejscowością leżącą nad brzegami rzeki Soły mam wiele miłych wspomnień, gdyż od dziecka prawie każde wakacje spędzałem w jednym z tutejszych ośrodków wczasowych należących niegdyś do zakładów w których pracowali moi rodzice. Można powiedzieć że rosłem wraz z drzewami porastającymi  okoliczne góry, kiedyś sięgały mi kolan, dzisiaj przerastają mnie o kilka metrów...czas nie ubłagalnie płynie. W trasę wyruszam w sporym towarzystwie sprawdzonych górołazów oraz gromadką dzieci, gdyż to przede wszystkim dla nich jest przeznaczona dzisiejsza wycieczka i zapowiadane wieczorne ognisko oraz jutrzejsza kąpiel w nurtach zimnej górskiej rzeki jaką jest Soła.



Szybko uzupełniamy zapasy w miejscowym sklepie, na ochłodę zaliczamy również kilka łyków złocistego zimnego napoju z niedalekiego browaru w Żywcu i ruszamy na szlak. Już na samym początku czeka nas mozolne zdobywanie wysokości w drodze na Halę Radziechowską, gdzie planujemy pierwszy większy postój. Jednak wymagająca trasa i doskwierający upał szybko weryfikują nasze wcześniejsze plany, przerwy dla ochłody i uzupełnienia płynów powtarzamy z dużą częstotliwością.


Po dojściu na halę ukazują se nam pierwsze w dniu dzisiejszym rozległe widoki na wschodnią część Beskidu Żywieckiego, wprawne oko może nawet dostrzec charakterystyczne wierzchołki Małej Fatry wyłaniające się zza beskidzkich szczytów.



Po kolejnym odpoczynku ruszamy dalej w palącym coraz bardziej słońcu. Na choćby mały skrawek cienia nie mamy co liczyć, gdyż huraganowy wiatr jaki nawiedził te okolice przed kilku laty, pozbawił całkowicie grzbietowe partie tych gór drzewostanu. W zamian za to jednak możemy podziwiać rozległe panoramy we wszystkich kierunkach.


My podążamy niezmordowanie przez Magurę Radziechowską w kierunku Magury Wiślańskiej, gdzie znajduje się główny węzeł szlaków, prowadzących Na Baranią Górę i na Skrzyczne czyli dwa najwyższe szczyty tego pasma. Po drodze urządzamy sobie kolejną przerwę przy urokliwych skałkach, jest czas na uzupełnienie energii i kilka fotek.



Stąd już widać cel naszej dzisiejszej eskapady, przed nami ostatni odcinek podejście z Magury Wiślańskiej na szczyt Baraniej Góry z charakterystyczną wieżą widokową. Cały czas towarzyszy nam obraz zniszczeń jakich dokonał huraganowy wiatr. Robi to na nas ogromne wrażenie, można się tylko domyślać z jaką ogromną siłą szalał tutaj ten żywioł i uświadamia nas jak jesteśmy bezsilni i mali wobec niszczącej potęgi przyrody.



I wreszcie jesteśmy! Po kilku godzinach wyczerpującej wędrówki w ukropie docieramy na szczyt. O dziwo dzieci nabrały jakby większej energii i od razu wdrapują się na wieżę widokową, reszta pada na skrawku zacienionego miejsca i oddaje się smakowi ostatków napoju z pianą. Nie jest to zbyt chłodny napój po tylu godzinach noszenia, ale nikt sobie w tej chwili nie zawraca tym głowy. Odpoczywamy i delektujemy się tym co mamy i co widzimy.


Teraz pozostało nam jeszcze tylko zejście do schroniska na Przełęczy Przysłop gdzie mamy zarezerwowane noclegi i zaplanowane ognisko. Już nie śpiesząc się każdy swoim tempem podąża w dół podmokłą i zacienioną drzewami ścieżką. Po godzinie meldujemy się wszyscy na tarasie schroniska, załatwiamy formalności zamawiamy zimne napoje i szykujemy się na wieczór przy ognisku.



Samo schronisko nie robi na nas niestety dobrego wrażenia, przypomina raczej jeden z podupadających bloków w jakieś slamsowej dzielnicy, a nie górską chatę z klimatem. I pomimo że obsługa jest bardzo miła i bardzo się stara nic nie jest w stanie zatrzeć wrażenia jakie na nas robią brudne pokoje z sypiącym się tynkiem z sufitu i nieczynne łazienki i toalety w pokojach. Jedynie co do samej jadalni nie można mieć większych zastrzeżeń. My jednak przenosimy się na zewnątrz i rozpalamy ognisko, nabijamy kiełbaski na patyki i zaczynamy nocną biesiadę. W międzyczasie nasze grono powiększa się o kilku znajomych górołazów , którzy przybyli do nas od strony Wisły. Gawędzimy, pieczemy...



Rano pobudka skoro świt, jak na tak długą nocną biesiadę o dziwo wszyscy około 8 rano już na nogach. Szykujemy śniadanie ogarniamy się i przygotowujemy do dalszej wędrówki. Przed nami kilka godzin na szlaku żeby zamknąć wczoraj rozpoczętą pętlę w Węgierskiej Górce.


Szybko szykujemy śniadanko, uzupełniamy napoje w bufecie schroniska i ogarniamy się. Musimy powtórzyć trochę wczorajszej trasy, by wejść na czarny szlak prowadzący do Fajkówki. Zatem ruszamy w nieco większym gronie przez spustoszałe grzbiety gór, na których tylko pozostały korzenie wyrwanych drzew a słonko nadal coraz bardziej przygrzewa.



Trasa w tym upale dłuży nam się niemiłosiernie, zaczyna wychodzić zmęczenie wczorajszym podejściem i mało przespana noc. Na szczęście dość szybko schodzimy do lasu, w cieniu dużo lepiej nam idzie marsz. Dzieci też mniej marudzą bo po drodze zajadają się leśnymi owocami, których tu na szczęście nie brakuje.



Po kilku godzinach docieramy do przysiółka Fajkówka, tutaj w cieniu wielkiego drzewa i chłodzie wody z wydajnego źródełka robimy ostatnią dużą przerwę, zjadamy pozostałe zapasy, uzupełniamy wodę i zielonym szlakiem ruszamy w stronę Węgierskiej Górki.


Wczesnym popołudniem docieramy wreszcie do brzegów Soły w Ciścu, teraz jeszcze tylko na drugą stronę mostu i jesteśmy na miejscu. Dzieci ochoczo rzucają się w chłodny nurt rzeki, my ochoczo oddajemy się smakowi chłodnego jasnego. Teraz do czasu odjazdu naszego pociągu możemy się oddać lenistwu i dać odpocząć naszym nogą. Weekend dobiega końca, wypociliśmy mnóstwo wody z naszych organizmów, upał nam dał mocno w kość, ale chyba warto było, nikt zbytnio nie narzekał wszyscy wracają uśmiechnięci.



link do albumu
https://picasaweb.google.com/112312179743284627330/BaraniaGora?authuser=0&feat=directlink












2 komentarze:

  1. I to jest najważniejsze, że wszyscy uśmiechnięci. ")

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedyś byłem bardzo blisko Baraniej...
    Skrzyczne jeszcze odwiedziłem, ale była tak nędzna pogoda, że Baranią odpuściłem. :-(
    Może kiedyś wrócę w tamte rejony. :-)

    OdpowiedzUsuń