czwartek, 5 września 2013

Norweskie wakacje cz. VIII Geirangerfjord

Miało nie być gór...a skończyło się jak zawsze. Tak by można krótko opisać moją wyprawę w krainę  fiordów.  Z surowych gór centralnej części Norwegii przeniosłem się w rejon o łagodniejszym klimacie, ogrzewane przez Golfsztrom zachodnie wybrzeże. Zmiany w krajobrazie widać od razu gołym okiem, wszędzie zielono, bujna roślinność no i co za tym idzie większe zaludnienie. Wzdłuż drogi mijam kolejne farmy w których oprócz hodowli kóz i owiec, dominującą uprawą są o dziwo truskawki. Nie zatrzymujemy się jednak na degustację tych owoców, goni nas czas. Musimy zdążyć na kursowy stateczek, który ma nas zabrać w rejs po najsławniejszym fiordzie norweskim. Wpisany na listę światowego dziedzictwa przyrody UNESCO Geirangerfjord , jest wschodnią odnogą wielkiego Sunnylvsfjordu i liczy 16 km długości a jego wody osiągają głębokość 360 metrów. Umożliwia to kursowanie po nim nawet największym  oceanicznym statkom pasażerskim.


Rejs zaczynamy z przystani w miasteczku Geiranger, do którego dostajemy się drugą co do ekstremalności zawijaną drogą Norwegii, Orlą Drogą. Przed wejściem na pokład statku mamy jeszcze czas by przyjrzeć się uliczką tej malowniczo położonej miejscowości i uzupełnić zapasy prowiantu. Ja skupiam swoje zainteresowanie na zacumowanych w przystani statkach, łódkach, łódeczkach...



No i w końcu wypływamy w kierunku leżącego na drugim końcu fiordu miasteczka Hellesylt. Statek powoli rusza z przystani i podpływa kolejno pod każdy z większych wodospadów na trasie naszego rejsu. Spadające strumienie wody z wyrastających kilkaset metrów nad poziom wody robią niesamowite wrażenie.




Trasa jest bardzo urozmaicona , za każdym zakrętem pojawiają się coraz to inne zapierające dech w piersiach widoki na fiord i otaczające go urwiste zbocza  pasma Tafjordfjella. 



Czas szybko biegnie i statek powoli zatacza koło przybliżając się do drugiego brzegu, gdzie ukazują się nam kolejne cudeńka natury.



Drugi urwisty brzeg oferuje chyba jeden z najładniejszych wodospadów Geirangerfiordu, wodospad noszący nazwę ślubny welon.



Widoki cudne, mi jednak cały czas kiełkuje w głowie pomysł wspięcia się na fiord i zobaczenia tego wszystkiego z góry. Zasięgam tu i tam języka, studiuję mapę i już wiem, że ten plan jest do zrealizowania. Za dodatkową opłatą kapitan statku zgadza się przybić do małego pomostu u podnóża fiordu i w kilka osób opuszczamy pokład.


Jednak będą dzisiaj góry! Co prawda niezbyt wysokie, ale ostro w pionie prawie 550 metrów przewyższenia żeby dostać się na grzbiet fiordu. Mozolnie zdobywamy wysokość, co chwilę zatrzymując się żeby złapać oddech i spojrzeć w dół na coraz to bardziej rozległe widoki.




Ścieżka robi się coraz bardziej stroma i w końcu przechodzi w coś w rodzaju skalistej perci zabezpieczonej stalowymi linami, prawie jak na ferratach. Robi się gorąco i to nie tylko od słońca, lot z tego miejsca był by długi...ale piękny.



Po drodze robimy dwie dłuższe przerwy przy opuszczonych ,ale zadbanych farmach, które jeszcze w połowie ubiegłego stulecia były zamieszkane a teraz opiekuje się nimi państwo.



Teraz posuwamy się już grzbietem fiordu, pomału tracąc wysokość zmierzamy w kierunku przystani z której rano wypłynęliśmy. Dalej towarzyszą nam piękne widoki na przeciwległe stoki i na leżący w dole fiord.

 
I tak po około 4 godzinach od zejścia z pokładu statku docieramy do Geiranger gdzie czeka na nas autobus no i  Ci co się nie zdecydowali na pieszy powrót. Mają czego żałować, bo fiord z góry to naprawdę inna bajka...


Link do całego albumu poniżej :)

8 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Norwegia powinna się nazywać krajem tysięcy wodospadów :)

      Usuń
  2. Ależ przepięknie. Szkoda, że Norwegię znam póki co z fotografii. Mam jednak nadzieję, że w niedalekiej przyszłości będzie nam dane wybrać się i tam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musisz koniecznie nadrobić zaległości z Norwegii :) ja byłem i widziałem tylko niewielką część...będę musiał jeszcze kiedyś w inne rejony zaglądnąć :)

      Usuń
  3. Nie mogę się skupić na opisie, tak mnie 'wkręcają' zdjęcia:)
    Poczytam za chwilę, jak złapię oddech:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytanie możesz zostawić na kiedy indziej...opis i tak nie przekaże tego co się widziało :)a fotki ukazują tylko niewielką część ;)

      Usuń
  4. Piękne zdjęcia. Dziękuję za podpowiedzi u mnie na blogu i na pewno zajrzę kilka razy zanim podejmę decyzję i ustalimy naszą trasę. Norwegia jest piękna i nie wiadomo co skreślić, a co zostawić na liście - wszystkiego nie uda się zobaczyć. Pozdrawiam! Kaśka

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna i wielka :) chyba w trakcie jednego wyjazdu się nie da wszystkiego dokładnie zobaczyć :) ja mam zamiar kiedyś jeszcze odwiedzić :)

    OdpowiedzUsuń