poniedziałek, 28 października 2013

Alpy Julijskie dzień I

To był przypadek że zawitałem do Słowenii. Trafiło się jedno miejsce na kilkudniowy wyjazd, więc skorzystałem z okazji . Spakowałem plecak z całym niezbędnym biwakowym sprzętem i wsiadłem do autobusu z pozostałymi uczestnikami chcącymi zdobywać szczyty Alp Julijskich. W planach mieliśmy odwiedziny zachodniej części tego pasma w okolicach miejscowości Bovec, blisko granicy z Włochami. Po całonocnej podróży przez Czechy,Austrię, Włochy wysiadamy wcześnie rano na  przełęczy Vrsic 1611 m n.p.m leżącej już w słoweńskiej części gór. Przepakowanie sprzętu, uzupełnienie zapasów, potem krótka odprawa w celu zapoznania się z topografią trasy i ruszamy w góry.


środa, 23 października 2013

Jesienna Wyrypa w Górach Izerskich dzień II

Opadły mgły i ze snu się budzę...uwielbiam ten stan gdy rano nic nie muszę i jeszcze na dodatek jestem  pośrodku gór sam na sam z przyrodą. Noc minęła bez większych przygód, nie licząc wizyty zdziwionego jelenia i zabłąkanego psiaka, którego wziąłem za wilka. Na szczęście zaraz za nim zjawił się właściciel i wyprowadził mnie z błędu, po prostu to tylko podobni mi "waryjoty" lubiący nocne wędrówki po górach.


poniedziałek, 21 października 2013

Jesienna wyrypa w Górach Izerskich- dzień I

Przez cały tydzień poprzedzający ten wyjazd codziennie monitorowałem pogodę na wielu portalach internetowych. Ostatnie spojrzenie w piątek popołudniu,  sobota prawie bezchmurnie a niedziela już trochę gorzej. Czyli można pakować rzeczy niezbędne na dwudniową włóczęgę i dokładnie zaplanować trasę oraz miejsce noclegu. W planie mam wejście na Jizere 1122 m n.p.m i Smrk 1124 m n.p.m, czyli dwa najwyższe szczyty czeskiej części Gór Izerskich i nocleg w któreś z wiat na trasie. A jak mi pozostanie coś czasu to będę dreptał też innymi szlakami, pobyt w górach trzeba wykorzystać do maksimum. Zaczynam w położonej w Czechach miejscowości Tanvald, tutaj zaczyna się wiele szlaków prowadzących w różne rejony Gór Izerskich, w tym i ten którym ja podążam.

czwartek, 17 października 2013

Czerwone Wierchy

Pomysł na wyjazd w Tatry Zachodnie przyszedł nie pamiętam skąd. Zmówiliśmy się w gronie znajomych na jakiś wypad w góry i tak wyszło że pewnego wczesnego sierpniowego poranka zjawiliśmy się na parkingu w pobliżu wejścia do Doliny Małej Łąki. Plan był taki że idziemy, a ile i gdzie zajdziemy to się zobaczy jak nam sił starczy. Budka z biletami przy wejściu na szlak otwarta od samego rana, więc zakupujemy wejściówki i ruszamy w głąb doliny. Idziemy wolno planując trasę i poprawiając ekwipunek, bo niektórym zaczął już na początku szwankować sprzęt. Jednym z tego powodu było wesoło innym mokro... ale taki urok nieszczelnego camel bega. Plan też się wykrystalizował, atakujemy Kopę Kondracką potem Małołączniak i schodzimy przez Przysłop Miętusi  do Doliny Małej Łąki. Pogoda nam dopisuje, słonko i bezchmurne niebo zapowiadają rozległe widoki. Pierwsze zacne widoczki ukazują się nam już na Wielkiej Polanie Małołąckiej, gdzie też robimy pierwszą przerwę.