poniedziałek, 21 października 2013

Jesienna wyrypa w Górach Izerskich- dzień I

Przez cały tydzień poprzedzający ten wyjazd codziennie monitorowałem pogodę na wielu portalach internetowych. Ostatnie spojrzenie w piątek popołudniu,  sobota prawie bezchmurnie a niedziela już trochę gorzej. Czyli można pakować rzeczy niezbędne na dwudniową włóczęgę i dokładnie zaplanować trasę oraz miejsce noclegu. W planie mam wejście na Jizere 1122 m n.p.m i Smrk 1124 m n.p.m, czyli dwa najwyższe szczyty czeskiej części Gór Izerskich i nocleg w któreś z wiat na trasie. A jak mi pozostanie coś czasu to będę dreptał też innymi szlakami, pobyt w górach trzeba wykorzystać do maksimum. Zaczynam w położonej w Czechach miejscowości Tanvald, tutaj zaczyna się wiele szlaków prowadzących w różne rejony Gór Izerskich, w tym i ten którym ja podążam.


Kilka fotek zabytkowych taborów kolejowych i ruszam na szlak przez miejscowość Desna w kierunku Albrechtic w Jizerskich Horach. Zaraz po wejściu w las mogę podziwiać uroki słonecznej jesieni oraz sudeckiej architektury ludowej. Mijane po drodze przysiółki są kolorowe i bajkowe.




Jedyne co mi trochę przeszkadza to fakt że szlak cały czas biegnie wyasfaltowaną drogą. Na szczęście nie mam czasu patrzeć pod nogi, dużo więcej ciekawych rzeczy jest do zobaczenia wzdłuż szlaku.



Mijam kolejny przysiółek Marianskohorskie Boudy, to ostatnie kilka chat na trasie dzisiejszej wędrówki, potem już tylko sama przyroda i ja.



 W końcu szlak schodzi z utwardzonej drogi i zagłębia się w gęsty las. Od razu robi się przyjemniej, tyle tylko że dużo bardziej mokro. Wzdłuż całego szlaku płyną różnej wielkości strumyczki, a próbując je ominąć wpadam po kostki w grzęzawiska. Narzekałem na asfalt, teraz narzekam na wodę, ale już bardziej wolę to drugie. 


Tak docieram do brzegów potoku Biała Desna, czeka mnie teraz przeprawa po kamieniach na drugą stronę. Potok pięknie wcina się w otaczające go zbocza i wartkim strumieniem spływa w kierunku położonej w dole miejscowości Desna.



Po przekroczeniu potoku, znowu wychodzę na utwardzoną drogę, w zamian za to otrzymuję coraz bardziej rozległe widoki na wierzchołki Gór Izerskich i daleko w oddali Karkonoszy.


Docieram w końcu do pierwszej z wiat na mojej drodze. Nie jest ona w najlepszym stanie, ale robię sobie w niej przerwę na posiłek i na zastanowienie się nad kierunkiem dalszej wędrówki.


Pojadłem odpocząłem i podjąłem decyzję że Jizere będę atakował nie szlakiem turystycznym tylko leśną drogą. Szlak prowadzi w prawo, ja idę w lewo. Czyli jak zawsze na przekór :)



 Wybrana przeze mnie droga jest również szlakiem rowerowym i non stop mijają mnie rozpędzeni  cykliści, których dzisiaj spotykam setki w przeciwieństwie do takich piechurów jak ja. Docieram ponownie do znakowanego szlaku pieszego już u podnóża Jizery. Przed wejściem na szczyt odbijam jeszcze w bok po drewnianym pomoście do rezerwatu torfowisk.





Ładnie się prezentują te torfowiska w jesiennych barwach, takich rezerwatów jest w Górach Izerskich wiele zarówno po polskiej jak i czeskiej stronie. Robię kilka fotek i zbieram się w kierunku widocznego już szczytu Jizery. Szlak znowu cały w wodzie i błotku, nie sposób ominąć cieknącej zewsząd wody. Membrana w butach nie pomaga, zaczyna się chlup, chlup...



Im bliżej wierzchołka, tym więcej pojawia się różnych formacji skalnych a i ścieżka wymaga w kilku miejscach użycia rąk do wspięcia się na głazy.



Jeszcze kilka kroków i pojawia się przede mną szczyt zwieńczony kopułą skał i krzyżem. Miejsce jest urokliwe, poprzecinane wieloma skupiskami  ostańców z których rozlegają się piękne widoki na okoliczne grzbiety Gór Izerskich. Widać też w oddali zarys Karkonoszy i Grzbietu Jesteda. Robię sobie dłuższą przerwę spacerując i focąc to i tamto.







Po chwili zostaję sam na szczycie, wszyscy inni uciekli przed coraz mocniej wiejącym wiatrem i powoli zapadającym zmrokiem. Początkowo miałem w planie nocować w przylegającej do skał drewnianej budy, ale jej stan i brak ochrony przed wiatrem zniechęcił mnie do tego. Postanawiam iść dalej na przełęcz Predel gdzie powinna stać w miarę nowa drewniana wiata. Teraz na szlaku już całkiem pusto i spokojnie.



Po lewej stronie szlaku towarzyszy mi cały czas nurt potoku Białej Smedavy, schodzę kilka razy nad jego brzeg i pstrykam kilka fotek w zachodzącym słońcu.



Robi się coraz ciemniej, zmrok szybko zapada. Mijam górską chatę Smedawa i teraz już przy świetle księżyca podążam na miejsce noclegu.




Do wiaty docieram około 20.00, na szczęście nie ma nikogo mam całą dla siebie. Szykuję posłanie, robię kolację, kilka sms do znajomych że żyję i wskakuję do śpiwora.




Byle do rana, jutro kolejny dzień wędrówki. Plany już się wyklarowały...czeka mnie sporo kilometrów :)
Dobranoc :)

Link do albumu z dnia pierwszego









13 komentarzy:

  1. Góry Izerskie to jeszcze dla mnie nieodkryte tereny... Dlatego bardzo fajnie było poczytać u Ciebie i pooglądać... :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też dopiero powoli odkrywam te tereny :)

      Usuń
  2. Przepiękne są te Góry Izerskie! Pełne niesamowitych krajobrazów:) Muszę się tam kiedyś wreszcie wybrać, pozdrawiam:) Ania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybierz się, o każdej porze roku jest tu super :)

      Usuń
  3. No, akurat jesieni to dużo nie miałeś, bo 90% Twojej trasy to same świerki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie było tak źle ;) spory dolny odcinek w rejonie Desnej to jednak las bukowy :) a na górze też się zdarzały inne drzewka niż świerki :)

      Usuń
  4. Od tej strony Gór Izerskich nie znałam:)
    Ja jednak jestem starej daty - ale to brzmi - i chadzam szlakami, mój mąż lubi na skuśki i czasem daję się wyciagnąc, ale nocowanie na dziko juz nie dla mnie, trochę zazdroszczę;)
    Dawaj ciag dalszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja jestem na etapie poznawania Gór Izerskich ;) i raczej na przełaj, albo przez chaszcze to nie chadzam jeszcze :) ale na mapach jest zaznaczonych wiele dróg leśnych to można popróbować trochę :) a takie nocowanie nie jest wcale takie dzikie. ta wiata to klasy lux była ;)

      Usuń
    2. To prawda, tam jest wiele ścieżek, my tez nie chodzimy tylko szlakami, ja po prostu nie lubię przez chaszcze, bo kleszcze do mnie lgną:(((
      A co do noclegu, wo wiesz, stare kosci lubia wygody:)))

      Usuń
  5. Jesienią tam chyba najładniej, a do tego przy takiej pogodzie to już w ogóle jechać tam i nie wracać. Podziwiam za spanie w wiacie. Ja bym chyba nie umiała. Nigdy nie spałam tak na dziko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie góry jesienią najlepiej wyglądają :) aczkolwiek ja bardzo lubię zimowe widoki :) a tak zwany " wiating" to już kilka lat temu się mi spodobał i dobieram teraz tak trasy żeby na szlaku jakaś wiata albo coś podobnego było :)

      Usuń
  6. Pieknie i dodatkowo trasa częściowo pokrywała się z moją, którą przeszedłem w sierpniu tego roku, ale jeszcze nie miałem czasu i chęci zająć się fotami z niej ;-) Ale czeska część jest dla mnie jeszcze do odkrycia, bo znam tylko jej małą część.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to deptam więcej po czeskiej stronie :) polską mam do nadrobienia :)

      Usuń