sobota, 9 listopada 2013

Alpy Julijskie dzień III

Kolejny dzień zaczął się jak zwykle wczesną pobudką. Słońce dopiero wyłaniało się zza górującej nad campingiem góry Svinjak, a ja i reszta towarzystwa byliśmy już po śniadaniu. Niestety zaraz też dotarła do nas wiadomość o prognozach pogody na ten dzień. Wszystkie możliwe portale internetowe podawały silne burze w godzinach południowych. Zmusiło nas to do zmiany planów i odpuszczenia sobie w ten dzień wyjścia w wyższe partie gór. Na szczęście Bovec i jego okolice obfitują w mnóstwo innych atrakcji pozwalających aktywnie spędzić czas.




My wybraliśmy się poznać trochę burzliwej historii tych rejonów. W okolicy tej podczas I Wojny Światowej toczyły się zaciekłe walki pomiędzy Włochami a Austro-Węgrami. Z tego to czasu pozostało wiele budowli militarystycznych : bunkry, tunele, stanowiska obserwacyjne i wielkie żelbetonowe twierdze. Godzinę drogi od campingu mieliśmy skansen Ravenlik i od niego właśnie zaczęliśmy dzień z historią.




Kompleks umocnień Ravelnik jest położony pośrodku doliny na niewielkim wzgórzu porośniętym całkowicie lasem. Jest tutaj pełno tuneli, stanowisk strzelniczych, ale też pozostałości kantyny oficerskiej i innych pomieszczeń.




Na pewno jest to perełka dla miłośników historii, zwiedzenie całego kompleksu zajmuje mi prawie godzinkę. Kolejnym naszym celem jest twierdza Kluż. To najlepiej zachowana twierdza w okolicy. Zmierzamy do niej doliną kolejnej cudnej rzeki Korytnicy. Rzeka głęboko wcina się w okoliczne wzgórza tworząc piękny kanion, który jest bardzo popularny wśród kajakarzy górskich i miłośników raftingu oraz innych ekstremalnych sportów wodnych.






Po drodze mijamy cmentarz z obeliskiem upamiętniającym poległych żołnierzy w latach 1915-1917.



Stąd mamy już blisko do twierdzy, tylko na drugą stronę kamiennym mostem i jesteśmy u stóp tej żelbetonowej budowli.




Wewnątrz znajduje się muzeum z archiwalnymi eksponatami, jednak nie jestem fanem tego typu atrakcji więc zadawalam się zewnętrznymi oględzinami twierdzy i otaczającego ją terenu.








Wchodzę niemal w każdą dostępną dziurę i tak mija mi następna godzinka. Dalsza część dzisiejszej wycieczki będzie już w końcu pod górkę. Czas na ostatni obiekt wojskowy na dzisiejszym etapie wędrówki, czyli fort Herman. Znajduje się on na zboczach leżącej na przeciw twierdzy góry. Można do niego dostać się w dwojaki sposób, bądź blisko stuletnią "praferratą" lub wykutymi w skale tunelami i wąską drogą.



Drabinka odpada bo po pierwsze nie mam sprzętu do tego rodzaju wejścia, a po drugie wiekowość żeberek nie budzi zbytniego zaufania. Wybieram drogę z tunelami, z której roztacza się piękny widok na całą dolinę.




Cała droga usiana jest wieloma budowlami fortyfikacyjnymi wykutymi w skale, co kilka metrów jakieś wnęki, wieżyczki i małe schrony.





W takiej scenerii docieram do ruin fortu Herman. Jak informują tablice turystyczne podczas ostrzału prowadzonego przez włoskie wojska, podczas pierwszej godziny spadło na fort około 80 tys. różnego rodzaju pocisków. Nic dziwnego że do dzisiaj zostały tylko ruiny tej niegdyś potężnej budowli .









Godzinka to za mało żeby spenetrować wszystkie zakamarki fortu. Zakładam czołówkę i wchodzę w każde dostępne pomieszczenia i tunele. I muszę przyznać że nawet mi się to spodobało, było mroczno i z lekką nutką emocji. A głośne grzmoty nadchodzącej burzy sprawiały że można było się poczuć jak podczas ostrzału. Ale niestety odgłosy te zmusiły nas też do szybkiego odwrotu w kierunku campingu. Wracaliśmy tą samą drogą co przyszliśmy, ale nie do końca...jeden z nas zauważył znak że w pobliżu znajduje się jakiś zabytkowy kościół. Kilkoro z nas zdecydowało się w nim przeczekać burzę. Przez mostek na Korytnicy dostaliśmy się do lasu gdzie pomiędzy drzewami znaleźliśmy zabytkową świątynię.





 Surowe wnętrze tej świątyni, brak jakichkolwiek ozdób oraz kamienny ołtarz sprawiały naprawdę niesamowite wrażenie. Spędziliśmy tam bardzo nastrojową godzinę przy zapalonych świecach i odgłosach oddalającej się burzy.



Burza odeszła dalej, a my ruszyliśmy w kierunku niedalekiego już campingu. Mimo że górskiej akcji praktycznie nie było, to jednak wycieczka szlakami I Wojny Światowej była całkiem interesująca. I tak minął kolejny dzień w alpach... piszę dzień bo przed nami była jeszcze noc i wieczorek towarzyski, ale to nie miejsce do opisywania jego przebiegu ;)

https://picasaweb.google.com/112312179743284627330/AlpyJulijskieDzienIII?authuser=0&feat=directlink

8 komentarzy:

  1. Fort Hermann to świetne miejsce. Ma niepowtarzalną atmosferę, przez to właśnie, że jest taki zarośnięty i zrujnowany. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się :) ma swój klimat no i jest umieszczony w super miejscu :)
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Very nice post! Thanks & Welcome for your comment and your visit to my blog.
    Have a nice day! Cath.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bonjour,
    Je découvre ton blog, j'aime beaucoup ton travail! Des aventures et de très belles photos.
    Je suis artiste peintre, photographe amateur; je me suis inscrite pour suivre tes publications!
    Je t'invite à me rendre visite sur mes blogs et voir mon travail, merci beaucoup et bonne journée!

    HI, I discover your blog that I like very much! adventures and very beautiful photographs.
    I am french amateur photographer; I was registered to follow your publications
    Do not hesitate to visit my blogs and see my work, thank you, have a nice day! Cath.

    OdpowiedzUsuń
  4. Yardo, ale egzotyczna i ciekawa wyprawa. Klimat jakby z amazońskiej dżungli. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Kris :) Okolice naprawdę atrakcyjne i sprawiają niesamowite wrażenie :)

      Usuń
    2. Faktycznie klimatycznie miejsce. 14 fota szczególnie przypomina dżunglę ;)

      Usuń