Pomysł na wyjazd w Tatry Zachodnie przyszedł nie pamiętam skąd. Zmówiliśmy się w gronie znajomych na jakiś wypad w góry i tak wyszło że pewnego wczesnego sierpniowego poranka zjawiliśmy się na parkingu w pobliżu wejścia do Doliny Małej Łąki. Plan był taki że idziemy, a ile i gdzie zajdziemy to się zobaczy jak nam sił starczy. Budka z biletami przy wejściu na szlak otwarta od samego rana, więc zakupujemy wejściówki i ruszamy w głąb doliny. Idziemy wolno planując trasę i poprawiając ekwipunek, bo niektórym zaczął już na początku szwankować sprzęt. Jednym z tego powodu było wesoło innym mokro... ale taki urok nieszczelnego camel bega. Plan też się wykrystalizował, atakujemy Kopę Kondracką potem Małołączniak i schodzimy przez Przysłop Miętusi do Doliny Małej Łąki. Pogoda nam dopisuje, słonko i bezchmurne niebo zapowiadają rozległe widoki. Pierwsze zacne widoczki ukazują się nam już na Wielkiej Polanie Małołąckiej, gdzie też robimy pierwszą przerwę.