środa, 18 września 2013

Norweskie wakacje cz. XI Besseggen

W latach 1874-1875 Edvard Greig największy z norweskich kompozytorów napisał na zamówienie dramatopisarza Henryka Ibsena muzykę do dzieła Peer Gynt. To dzięki temu dramatowi po raz pierwszy świat szerzej usłyszał o Besseggen, bowiem jeden z jego aktów rozgrywa się na jego grzbiecie. Od tamtego czasu trasa prowadząca skalną granią stała się jedną z najpopularniejszych w całej Norwegi, ale nie tylko z powodu rozsławienia jej przez Ibsena ale również z powodu niesamowitych widoków jakie rozprzestrzeniają się na taflę turkusowego jeziora Gjende i otaczających go gór. Na początek szlaku w Memurubu dostaję się statkiem z przystani Gjendesheim. W czasie rejsu po jeziorze mam okazję przyjrzeć się z dołu mojej przyszłej trasie.




Po około 30 minutach cumujemy na przystani w Memurubu, uzupełniam zapasy wody i od razu ostro do góry stąpam na grzbiet. Już po pokonaniu pierwszych metrów w górę ukazują się za moimi plecami piękne widoki na jezioro i wpadającą do niego rzekę, która wypływa wprost z lodowca nadając piękny kolor wodzie.


 Pojawiają się też coraz bardziej rozległe widoki na pozostałą część Jotunheimen z kilkoma lodowcami.



Jak przystało na najbardziej znaną trasę turystyczną w Norwegii, na szlaku przewijają się tłumy turystów. Na szczęście teren jest tak rozległy i zróżnicowany że gdzieś ci wszyscy ludzie nikną z przed oka obiektywu mojego aparatu. Z czego się bardzo cieszę i używam sobie pstrykając wszystko dookoła, nawet po kilka razy ten sam krajobraz, górkę, jezioro. Wszystko takie urocze że nie mogę się powstrzymać od robienia zdjęć.


Jest to trasa z tych, które bardzo ciężko opisać, bo co by się nie napisało to i tak to nie odda nawet małej części tego co się widzi i czuje w czasie jej przemierzania. Dlatego maksymalnie wykorzystuję możliwości mojego aparatu by chociaż w taki sposób móc coś z tego przekazać.


Po kilku godzinach wędrówki grzbietem docieram do pierwszych mniejszych jeziorek znajdujących się po lewej stronie grani, widoki zaczynają być jeszcze bardziej ekscytujące i zapierające dech w piersi.




Mijając kolejne jeziorka zbliżam się powoli do najbardziej atrakcyjnej części trasy, wąskiej skalistej grani oddzielającej leżące z prawej 400 metrów w dole jezioro Gjende od leżącego 400 metrów wyżej z lewej strony ciemnoniebieskie jezioro Bessvatnet. 





Tu już trzeba się więcej skupić, bo teren robi się bardziej skalisty i eksponowany, a na dodatek lekko pokropiło i skała się zrobiła śliska. Za to widoki coraz bardziej przednie na sąsiadujące ze sobą dwa jeziora na różnej wysokości i w odmiennych kolorach.





Po czterech godzinach przyjemnej i obfitującej w przepiękne widoki wędrówki osiągam wierzchołek grzbietu Besseggen. Teraz czeka mnie zasłużona przerwa na jedzonko i złapanie oddechu przed dalszą wędrówką. Rozsiadam się na skale i delektuję widokami, to ostatni dzień w górach na tym wyjeździe, więc staram się wchłonąć jak najwięcej z otaczających mnie widoków.



 Odgłosy nadciągającej burzy przerywają mi jednak tą sielankę. Zmuszony jestem nawet pierwszy raz podczas pobytu w Norwegii wyciągnąć pelerynę z plecaka. Na przemian deszcz z gradem towarzyszą mi w czasie zejścia. Ale nie przeszkadza mi to zbytnio, trochę orzeźwienia po tylu dniach upału dobrze robi.
Burza szybko się przemieszcza, nawet mnie wyprzedza, bo ja jak zawsze się nigdzie nie śpieszę. A warto zwolnić i focić, bo słońce i chmury nadają otaczającemu krajobrazowi niesamowity wygląd.



I w taki sposób, to raz deszcz to słońce żegnają się ze mną norweskie góry. Ostatnie fotki i z żalem ale spełniony wracam powoli do miejsca z którego wystartowałem wczesnym rankiem.



Link do albumu z fotkami poniżej
https://picasaweb.google.com/112312179743284627330/Besseggen?authuser=0&feat=directlink

Edvard Grieg In the Hall of the Mountain King


7 komentarzy:

  1. Boże, jak pięknie. :) Dziękuję za te cudowne obrazy. Idealnie się je ogląda w tak pochmurny dzień.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co ;)ja często na te fotki zaglądam i wspominam...

      Usuń
  2. Piękne te jeziora na różnej wysokości. I masz rację, że widoki tam musza byc o wiele lepsze niż te na fotkach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście odlot pały. A jaką to wszystko ma wysokość, bo jakoś żadnej informacji nie widziałem w tekście. Pozdrawiam Piotrek (FBM)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najwyższy punkt na trasie grzbietu to 1743m n.p.m

      Usuń
  4. Witam
    Pamiętasz może ile kosztowała przeprawa promem Gjendesheim do Memurubu ?
    Próbuje policzyć koszty wyprawy :)
    Konrad

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety to było tak dawno... ale myślę że nie więcej jak 100 NOK :D

      Usuń